,

Fenyloetyloamina – sprawczyni niejednej migreny?

Fenyloetyloamina – sprawczyni niejednej migreny?

Sporo wątpliwości budzi ten związek organiczny, który, pochłaniany z pokarmem, wydaje się dostarczać naszemu organizmowi dawkę przyjemności, mimo że w układzie pokarmowym dość szybko ulega rozkładowi przez enzym MAO-B.

by joanna

Tak to już jest: coś, co nasz organizm produkuje samodzielnie, aby działać sprawnie, przyjmowane w postaci pokarmu może nieźle namieszać w homeostazie. Każdy z nas jest inny i różnie reagujemy na wszelakie składniki pożywienia. Jednym szkodzi marchewka, a innym jabłko (ale wszystkim szkodzi cukier, naprawdę!). Mnie być może szkodzi fenyloetyloamina – podejrzana o wywoływania moich paskudnych migren.

Czym jest fenyloetyloamina?

Wiadomości na stronie Wikipedii są dosyć skąpe, jeśli chodzi o interesujące mnie podejście do tematu. Oprócz właściwości chemicznych opisano tam prawdopodobne właściwości tej aminy, naturalnie występującej w naszym mózgu:

– jest neuroprzekaźnikiem (przenosi sygnały między komórkami nerwowymi),

– spożywana z pokarmem być może ma działanie psychoaktywne,
wydziela się naturalnie podczas wysiłku i być może jest odpowiedzialna za euforię związaną z aktywnością fizyczną (tzw. euforia biegacza – większa odporność na ból, mniejsze zmęczenie),

– jej zwiększony poziom stwierdzono u osób zakochanych,

– „na bazie fenyloetyloaminy otrzymano wiele syntetycznych substancji psychoaktywnych. Najbardziej znane to amfetamina, MDMA i metamfetamina”.

Sporo wątpliwości budzi ten związek organiczny, który, pochłaniany z pokarmem, wydaje się dostarczać naszemu organizmowi dawkę przyjemności, mimo że w układzie pokarmowym dość szybko ulega rozkładowi przez enzym MAO-B.

Według badań wysoki poziom fenyloetyloaminy (PEA) powoduje powstawanie dopaminy, wpływającej z kolei na produkcję oksytocyny. Każda z tych cząsteczek ma swoje zadanie jako neuroprzekaźnik, w odpowiednich warunkach dzięki nim odczuwamy przyjemne pobudzenie, przywiązanie i inne pozytywne emocje.

Oprócz wspaniałych właściwości pobudzających fenyloetyloamina ma prawdopodobnie działanie szkodliwe na nasze zdrowie, w tym (jak przeczytałam w materiałach Programu LEAP) powodowanie migren, nudności, uderzeń gorąca, nadmiernego pocenia się, nad- i niedociśnienia.

 

Czekolada

Fenyloetyloamina występuje między innymi w kakao – ale nie tym naturalnym, tylko tym, które przetworzono do spożycia, czyli m.in. poddano fermentacji. Pisze o tym m.in. Udo Pollmer:

W czasie każdej fermentacji powstają tzw. aminy biogenne. Najbardziej znaną aminą w kakao jest fenyloetyloamina, której w stugramowej tabliczce czekolady jest ok. 0,7 g. Fenyloetyloaminę zwykle produkuje sam organizm, w działaniu podobna jest do serotoniny, podnosi nastrój i pozytywnie wpływa na równowagę psychiczną. (s. 281)

Jak podkreśla jednak Pollmer, to nie dlatego tak kochamy czekoladę, zwłaszcza mleczną. O to uzależnienie autor „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia” obwinia opiaty, powstające podczas produkcji czekolady właśnie z fenyloetyloaminy.

By z kakao i cukru uzyskać czekoladę, masa przetrzymywana jest przez kilka godzin w cieple. Ten proces – decydujący o jakości wyrobu – nazywa się mieszaniem mas. Panują wówczas idealne warunki dla wcześniej wspomnianej „biogennej aminy” do tworzenia opiatów.

Ten proces może być wzmożony przez proszek mleczny. Tabliczka czekolady zawiera więcej białka niż szklanka mleka, wśród tych białek znajdziemy oczywiście naturalne egzorfiny. (s. 281-282)

Wśród substancji psychoaktywnych w czekoladzie znajdziemy też np. pobudzającą teobrominę. Oczywiście, nie jest tak, że czekolada to tylko otumaniacz i polepszacz nastroju – już pisałam o tym, że prawdziwa czekolada, bezmleczna, ma w sobie np. sporo antyoksydantów i niewielka ilość kakao dziennie może być traktowane jak lekarstwo.

Nie tylko PEA

W materiałach, które dostałam w związku z testem MRT, opisano fenyloetyloaminę jako związek występujący w kiszonej kapuście, serach dojrzewających, ekstraktach drożdżowych, winie i piwie. Aby być bardziej precyzyjnym, należałoby jednak uściślić, że chodzi o pochodną PEA, również migrenogenną tyraminę (występowanie: sery żółte i pleśniowe, czerwone mięso, wino, cytrusy, sos sojowy, mocna kawa i herbata, ryby marynowane).

Inne składniki naszych pokarmów podejrzane o powodowanie bólów głowy to:

– histamina (piwo, ryby, wino, sery dojrzewające),
– fenole (występują w roślinach, być może osoby ze skłonnościami do migren mają problem z ich rozkładem w organizmie),
– dodatki do żywności.
– inne naturalne źródła PEA

Najbardziej naturalnym źródłem – jak już wspomniałam – jest nasz organizm. Co ciekawe (i straszne), na Zachodzie popularne są suplementy diety zawierające fenyloetyloaminę – dla tych, którym nie chce się ćwiczyć czy iść na spacer. Na stronie Fundacji Livestrong znajdziemy listę pokarmów dostarczających tę aminę w mniej sztuczny sposób. Pierwsza jest oczywiście czekolada i wszystkie produkty zawierające ziarna kakaowca.

Kolejnym źródłem – choć niebezpośrednim – PEA są rośliny wysokobiałkowe: m.in. soja, soczewica, orzeszki ziemne, migdały, ciecierzyca, nasiona sezamu i lnu. Zawierają dużo fenyloalaniny, z której nasz organizm wytwarza sobie fenyloetyloaminę (moim zdaniem to znacznie bezpieczniejsze źródło, ponieważ to nasz organizm decyduje, ile PEA wyprodukuje). Fenyloalanina znajduje się także w mięsie (wołowinie, wieprzowinie, rybach), owocach morza oraz mleku, w tym oczywiście ludzkim.

Migrena

Migrenowe bóle głowy to jedna z tych uciążliwych dolegliwości, której przyczyny są prawdopodobnie niezwykle złożone i niejednoznaczne. Jedną z prawdopodobnych przyczyn są zaburzenia poziomu neuroprzekaźników (np. serotoniny), co powoduje stan zapalny, rozszerzenie się naczyń krwionośnych i ucisk nerwów (który właśnie powoduje ten straszny ból).

Nie ma jednego sposobu na uniknięcie jednostronnych bólów głowy – osoby podatne na migreny, takie jak ja, często łączą napady bólu z cyklem hormonalnym, pogodą (ciśnieniem, opadami deszczu, duchotą przed burzą), a także zmęczeniem, stresem, problemami z kręgosłupem, nieodpowiednim odżywianiem (w tym dostarczeniu sobie zbyt małej ilości pożywienia i wody przy większym wysiłku). Ktokolwiek przeżył choć raz napad migreny, ten wie, że jest to koszmar odbierający wszelką radość i wyłączający człowieka z życia na kilka godzin – do kilku dni.

Oczywiście, są sposoby farmakologiczne na blokowanie objawów migreny, a także zapobieganie jej atakom. Zazwyczaj nieskuteczne. Ponieważ cierpię na napady bólów głowy od kilkunastu lat, szukałam różnych sposobów na nie i przerabiałam kilka rodzajów leków, takich jak divascan czy coffecorn, a także homeopatię i leki antropozoficzne. Leki na receptę wywoływały u mnie dziwne stany euforyczne, ale niekoniecznie pomagały na głowę. Tak jak homeopatię cenię i czasem stosuję, tak w tym wypadku efekty były nieoczekiwanie złe (wymioty). Ciąże i laktacja ograniczyły mi możliwości brania leków przeciwbólowych do paracetamolu – bywa za słaby…

Żegnaj, kakao?

Jeśli to prawda, że w moim wypadku choć częściowo winna jest fenyloetyloamina i inne związki pozyskiwane z pokarmów (a dokładnie – nieodpowiednie rozkładanie tych związków w układzie pokarmowym, np. niedobór wymienionego wcześniej enzymu MAO, czyli nietolerancja pokarmowa tych związków pokarmowych), miałabym klucz do ograniczenia napadów migren. Co oznacza, że muszę zrezygnować z pewnych produktów spożywczych. Patrząc na listę najbardziej podejrzanych produktów, można by stwierdzić, że w takim razie nie należy jeść niczego…

Do produktów najczęściej wymienianych i najczęściej badanych pod kątem wywoływania migren należą:

pszenica,
pomarańcze,
jajka,
kawa,
herbata,
czekolada,
mleko,
sery pleśniowe,
wołowina,
kukurydza,
trzcina cukrowa,
drożdże.

Źródło: http://baranowscy.eu/

 

Poznaj autora / Luiza

Zostaw komentarz

Twój email nie zostanie upubliczniony.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>